Cousin's Secret Touch

·

Published 9/27/2026
10views
cover image

Miała na sobie te cienkie rajstopy, ten rodzaj materiału, który wydaje się prawie nieobecny, kiedy się go dotyka. Siedzieliśmy w salonie dziadka, tym samym, w którym zawsze pachniało starością i tytoniem, choć dziadek nie palił od piętnastu lat. Zapach wsiąkł w tapicerkę, w firany, w każdą szczelinę między deskami podłogi. Nie dało się go usunąć. Tak samo jak nie dało się usunąć faktu, że Gosia rozłożyła się na kanapie naprzeciwko mnie i patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem, którego nigdy nie potrafiłem rozszyfrować.

Dziadek spał w swoim pokoju na górze. Słyszeliśmy jego chrapanie przez sufit, miarowe i głębokie, jakby ktoś przeciągał piłę przez drewno. Było po obiedzie, tego niedzielnego obiadu, który zawsze trwał trzy godziny, bo dziadek jadł powoli, opowiadał te same historie, a my słuchaliśmy z grzeczności, bo tak wypadało.

Miałem dwadzieścia osiem lat. Gosia trzydzieści osiem. Byliśmy kuzynostwem, ale nigdy nie czułem się przy niej jak przy kuzynce. Może dlatego, że dzieliło nas dziesięć lat i całe dzieciństwo spędzone w różnych miastach. Widywaliśmy się dwa, trzy razy w roku. Zawsze przy takich okazjach. Święta, urodziny dziadka, pogrzeby.

Usiadła tak, że jej stopy znalazły się blisko moich kolan. Nie przypadkiem. Gosia nigdy nie robiła nic przypadkiem. Znałem ją na tyle, żeby to wiedzieć.

Zimno mi w te stopy, powiedziała.

Spojrzałem na jej stopy. Małe, w czarnych rajstopach, palce lekko się poruszały, jakby szukały czegoś.

To załóż skarpetki, powiedziałem.

Nie mam.

Dziadek ma jakieś.

Dziadek ma takie, które śmierdzą kamforą.

Wzruszyłem ramionami. Nie wiedziałem, co innego miałbym powiedzieć. Telewizor był włączony, ale wyciszony. Na ekranie jakiś polityk otwierał usta bez dźwięku, jak ryba wyjęta z wody. Za oknem padał deszcz, ten rodzaj deszczu, który nie kończy się przez cały dzień, tylko wisi w powietrzu jak mgła.

Gosia wyciągnęła nogi i położyła stopy na moich kolanach.

O, przepraszam, powiedziała, ale wcale nie brzmiała jak ktoś, kto przeprasza.

Jej stopy były ciepłe. Cieplejsze niż powinny być, biorąc pod uwagę, że przed chwilą narzekała na zimno. Poczułem to ciepło przez spodnie, przez materiał, który nagle wydał mi się zbyt cienki. Nie odsunąłem jej nóg. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że była moją kuzynką i odsuwanie jej stóp wydawało się czymś dziwnym, czymś, co przyciągnęłoby uwagę do czegoś, czego nie chciałem nazywać.

Zaczęła się bawić palcami. Nie swoimi. Moimi. Przesuwała stopą po moim udzie, powoli, jakby testowała granicę, której sama nie była pewna.

Gosia, powiedziałem.

Co?

Przestań.

Nie przestawała. Zamiast tego spojrzała na mnie i uśmiechnęła się tym uśmiechem, który pamiętałem z wesela jej siostry, kiedy tańczyliśmy razem i jej ręka na moim karku była o cal za nisko, o sekundę za długo. Wtedy też nic nie powiedziałem. Wtedy też udawałem, że nie rozumiem.

Byłeś kiedyś masowany stopami? zapytała.

Nie.

To teraz będziesz.

I zaczęła. Naprawdę zaczęła. Jej palce, owinięte w tę cienką, prawie niewidoczną rajstopę, znalazły miejsce na moim udzie, które reagowało w sposób, którego nie mogłem kontrolować. Nie chodziło o to, że chciałem. Chodziło o to, że moje ciało nie znało różnicy między chcieć a móc. A może znało, tylko nie chciało jej znać.

Odwróciłem głowę w stronę okna. Deszcz. Szare niebo. Krople spływające po szybie, jedna za drugą, łączące się w większe krople, które potem spadały. Patrzyłem na to, jakby to było najciekawsze zjawisko na świecie.

Dziadek mógł się obudzić. To była pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy. Nie to, że to jest chore. Nie to, że to jest zdrada. Nie to, że nie powinienem. Tylko to, że dziadek mógłby zejść na dół i zobaczyć swoją wnuczkę i wnuka w salonie, w którym zawsze pachniało starością, w sytuacji, której nie dałoby się wytłumaczyć żadnym rozsądnym zdaniem.

Nie martw się, powiedziała Gosia, jakby czytała w moich myślach. Śpi jak kamień. Zawsze spał.

To prawda. Dziadek spał jak kamień. Zawsze. Kiedy byliśmy dziećmi, bawiliśmy się na tym samym dywanie, na którym teraz siedziałem, a on spał na górze i nic nie słyszał. Kiedyś Gosia wsypała mu do herbaty pół cukierniczki soli i wypił wszystko, bo był tak zajęty gazetą, że nie zauważył. Śmialiśmy się z tego przez tygodnie.

Teraz nie było mi do śmiechu.

Jej stopa przesunęła się wyżej. Nie zatrzymała się na udzie. Nie zapytała, czy może. Po prostu robiła to, co robiła, a ja siedziałem i pozwalałem jej, bo nie wiedziałem, jak powiedzieć nie kobiecie, która była moją rodziną i która patrzyła na mnie tak, jakby wiedziała o mnie coś, czego ja sam nie wiedziałem.

Ciepło rozlało się po moim ciele jak woda z pękniętego naczynia. Poczułem je w brzuchu, w klatce piersiowej, w gardle. Zacisnąłem ręce na podłokietnikach fotela. Skóra była zimna. Zimniejsza niż jej stopy.

Podoba ci się, powiedziała. To nie było pytanie.

Nie odpowiedziałem.

To dobrze, bo mnie też.

Deszcz padał dalej. Polityk na ekranie dalej otwierał usta bez dźwięku. Dziadek chrapał na górze, miarowo, głęboko, bezpiecznie. A ja siedziałem w fotelu, w którym siedziałem od dziecka, i patrzyłem na kobietę, która była moją kuzynką, i czułem, jak coś, co zawsze wydawało mi się stałe, rozpada się na kawałki.

Nie poruszyłem się. Nie wstałem. Nie powiedziałem jej, żeby przestała.

To jest ta część, której nie potrafię wytłumaczyć. Nie wtedy. Nie teraz. Może nigdy.

Jej palce u stóp znalazły miejsce, które pulsowało. Zatrzymały się tam. Obejmowały. Trzymały. A ja patrzyłem na deszcz i myślałem o tym, że za dwie godziny wstaniemy od tego stołu, pożegnamy się jak gdyby nigdy nic, wsiądziemy do swoich samochodów i odjedziemy w swoje życia. Ona do męża. Ja do pustego mieszkania.

I nikt nigdy się nie dowie.

To była najgorsza myśl. Nie to, co robiła. To, że chciałem, żeby nikt się nie dowiedział.



10views

Watch this moment

Turn the current scene into a cinematic Live Chapter — what you watch becomes the story's next part.

Comments

Sign in to join the conversation.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.

Disclaimer

This is a work of fiction, assisted by artificial intelligence. Any names or characters, businesses or places, events or incidents, are fictitious. Any resemblance to actual persons, living or dead, or actual events is purely coincidental.

Content Removal Policy

  • Users may report content that may be illegal or violates our Standards.
  • All reported complaints will be reviewed and resolved within seven business days.
  • Review Process: Our team will assess the reported content against our guidelines.
  • Appeals: If you disagree with a decision, you may appeal within 14 days of notification.
  • Potential outcomes include: content removal, account warning, or no action if no violation is found.

To report content, email us at [email protected]