Cousin's Price

·

Published 9/27/2026
6views
cover image

Miała na sobie tę cholerną sukienkę. Tę samą, w której była na weselu Anki dwa lata temu, tę z dekoltem, który sprawiał, że faceci na parkiecie nagle zapominali, jak się tańczy. Czerwona. Gosia zawsze twierdziła, że to jej sukienka "na specjalne okazje", a potem nosiła ją na przypadkowe piątki, na imieniny ciotki Halinki, na zakupy do Biedronki. Jakby nie rozumiała, co robi z ludźmi, kiedy ją wkłada.

Stała w kuchni mojej matki i kroiła pomidory. Nóż w jej dłoni poruszał się szybko, równo, jakby robiła to od dziecka. Może i robiła. Gosia zawsze była tą ogarniętą kuzynką, tą, która pamięta o urodzinach, która przynosi sałatkę na każdą rodzinną imprezę, która nigdy nie sprawia kłopotów.

Ja siedziałem przy stole i patrzyłem, jak kroi te pomidory.

Pamiętam moment, w którym to się zaczęło. Nie było jakiegoś wielkiego planu, żadnego "a teraz ją zaszantażuję". To przyszło samo, jak myśl, która najpierw wydaje się głupia, potem zabawna, a potem nagle staje się jedyną rzeczą, o której potrafisz myśleć.

Miałem jej zdjęcie. To jedno. Z imprezy u Kuby, rok temu, kiedy Gosia wypiła o dwa kieliszki za dużo i tańczyła na stole w samych majtkach i staniku, a ktoś, nie pamiętam kto, może Paweł, może ten jego kumpel z Wrocławia, zrobił jej zdjęcie. Gosia z tym zdjęciem na pewno myślała, że już dawno zniknęło. Że wszyscy zapomnieli. Że to była jedna głupia noc, którą można zamieść pod dywan rodzinnych wspomnień.

Ale ja pamiętałem. I miałem je na telefonie. I przez rok nie zrobiłem z tym nic, bo po co. Aż do teraz.

Matka wyszła do ogrodu, żeby sprawdzić, czy grzyby już wyschły na słońcu. Zostało nas dwoje. Gosia nadal kroiła te pomidory, a ja patrzyłem na jej nadgarstki, na to, jak kość wystaje jej pod skórą, kiedy naciska nóż. Ładne miała te nadgarstki. Zawsze miała ładne ręce. To jedna z tych rzeczy, których nie zauważasz od razu, a potem nie możesz przestać widzieć.

– Gosia – powiedziałem.

– Mhm – mruknęła, nie podnosząc wzroku.

– Mam coś.

– Co?

– Zdjęcie.

Przestała kroić. Tylko na sekundę, może pół, ale przestała. Potem znów nóż zaczął się ruszać, może nawet szybciej niż wcześniej.

– Jakie zdjęcie? – spytała, a głos miała taki sam jak zawsze, spokojny, kuzynkowy, ten głos, którym mówiła "podaj mi sól" i "jak tam w pracy".

– Z imprezy u Kuby. Wiesz, z tego stołu.

Tym razem nóż naprawdę się zatrzymał. Odłożyła go na deskę, powoli, bardzo starannie, jakby od tego zależało jej życie. Oparła dłonie na blacie i przez chwilę patrzyła w okno, na moją matkę, która w ogrodzie grzebała przy krzakach.

– Nie wiem, o czym mówisz – powiedziała.

– Wiesz.

– Ja Krzysztof, nie wiem.

– Mam je na telefonie. Mogę ci pokazać.

Odwróciła się do mnie. Twarz miała zupełnie spokojną. Tylko oczy jej się zmieniły, zwęziły się jakoś, jak u kota, który udaje, że śpi, a tak naprawdę obserwuje ptaka na parapecie.

– Czego chcesz? – spytała.

I to było to. To pytanie. Zadane bez emocji, bez łez, bez "jak mogłeś". Proste "czego chcesz", jakby wiedziała, że skoro tu jestem, skoro to powiedziałem, to musi być coś. Że nie przyszłoby mi to do głowy bez powodu.

A ja wtedy poczułem coś dziwnego. Nie dumę, nie podniecenie. Coś jakby ulgę. Bo przez ostatnie tygodnie myślałem o tym, jak to będzie, co powiem, jak ona zareaguje, czy krzyknie, czy mnie uderzy, czy wybiegnie z płaczem. A ona po prostu spytała, czego chcę. I nagle wszystko stało się prostsze.

– Chcę, żebyś mi zrobiła loda – powiedziałem.

Nie wiem, skąd mi się to wzięło. To znaczy wiem. Myślałem o tym. Nie mogłem przestać o tym myśleć. Ale powiedzieć to na głos, w kuchni mojej matki, przy pomidorach i nożu, to było coś innego. Jak skok do wody, o której nie wiesz, czy jest głęboka.

Gosia nie drgnęła. Patrzyła na mnie może trzy sekundy, które ciągnęły się jak trzy godziny. Potem odwróciła się z powrotem do deski i zaczęła kroić dalej.

– Zwariowałeś – powiedziała.

– Może.

– Ja jestem twoją kuzynką.

– Wiem.

– To jest chore.

– Może.

Cisza. Tylko nóż stukał o deskę, równo, miarowo, jak metronom. Pomidory się kończyły, a ja myślałem, że może powie coś jeszcze, może mnie wyśmieje, może powie, że powiem o tym jej matce, mojej matce, całej rodzinie. Ale nic nie powiedziała. Skończyła kroić, otarła ręce o ściereczkę, odłożyła nóż do zlewu.

– A jeśli nie? – spytała w końcu, wciąż odwrócona plecami.

– To wyślę zdjęcie na grupę rodzinną.

– Nie zrobisz tego.

– Zrobię.

Odwróciła się. Tym razem naprawdę na mnie spojrzała, nie tym swoim kuzynkowym spojrzeniem, ale inaczej, jakby pierwszy raz mnie widziała. I coś w jej twarzy się zmieniło. Nie strach. Strach to za mało. To było coś bardziej złożonego, jakby kalkulowała, jakby w jej głowie przewijały się wszystkie możliwe scenariusze, wszystkie konsekwencje, wszystkie twarze ciotek i wujków, którzy zobaczyliby to zdjęcie.

– Jesteś gorszy, niż myślałam – powiedziała cicho.

– Może.

– I co, teraz? Tutaj? W kuchni cioci Marysi?

– Nie. Nie tutaj. Kiedyś. Kiedy będę chciał.

– Kiedy będziesz chciał – powtórzyła, jakby smakowała te słowa, sprawdzała, czy są prawdziwe.

– Tak.

Drzwi do ogrodu się otworzyły. Matka weszła z koszykiem grzybów, uśmiechnięta, zadowolona z siebie, z tym swoim "no i jak wam idzie, dzieciaki?". Gosia uśmiechnęła się do niej, tym samym uśmiechem co zawsze, i powiedziała, że pomidory gotowe, że może zrobić jeszcze ogórki, że wszystko będzie na czas. Ja siedziałem i patrzyłem na nią, na to, jak znowu staje się tą Gosią, którą wszyscy znają, i nie mogłem uwierzyć, że to działa. Że naprawdę to działa.

Ale potem, kiedy matka wyszła znowu, tym razem do piwnicy, Gosia podeszła do mnie. Blisko. Tak blisko, że czułem zapach jej perfum, coś cytrusowego, coś, co zawsze kojarzyło mi się z latem. Pochyliła się nade mną i powiedziała szeptem, bardzo spokojnie:

– Wiesz, że to się kiedyś skończy. I wtedy to ja będę miała coś na ciebie.

Odsunęła się, wzięła deskę z pomidorami i poszła do dużego pokoju, gdzie reszta rodziny już się zbierała. A ja zostałem sam w kuchni, z tym jej zapachem w nosie i myślą, że może faktycznie nie przemyślałem tego do końca.



6views

Watch this moment

Turn the current scene into a cinematic Live Chapter — what you watch becomes the story's next part.

Comments

Sign in to join the conversation.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.

Disclaimer

This is a work of fiction, assisted by artificial intelligence. Any names or characters, businesses or places, events or incidents, are fictitious. Any resemblance to actual persons, living or dead, or actual events is purely coincidental.

Content Removal Policy

  • Users may report content that may be illegal or violates our Standards.
  • All reported complaints will be reviewed and resolved within seven business days.
  • Review Process: Our team will assess the reported content against our guidelines.
  • Appeals: If you disagree with a decision, you may appeal within 14 days of notification.
  • Potential outcomes include: content removal, account warning, or no action if no violation is found.

To report content, email us at [email protected]